– Częstochowskie drzewa mają to do siebie, że jak zaczyna się jakaś inwestycja, to one nagle zaczynają chorować. To jest taka przypadłość drzew w naszym mieście. Tak było na Starym Rynku i tutaj też tak jest. Zaczynają chorować i to poważnie, akurat wtedy, gdy planowane są inwestycje, z którymi kolidują. To jest częstochowska złośliwość rzeczy żywych – smutno ironizuje Hubert Wąsek, architekt, prezes Stowarzyszenia Architektów Polskich (SARP) Częstochowa.
Tymczasem z Częstochowy od lat znikają kolejne tysiące drzew, a jest to dopiero początek masowej wycinki na terenie miasta. Przykładem może być masowa wycinka podczas przebudowy DK46 z 2022 roku, gdy z centrum miasta zniknęło ponad 2,5 tys. drzew. Tym razem przyglądamy się wycince przeprowadzonej na głównym placu Częstochowy – Placu Biegańskiego, gdzie jeszcze niedawno rósł olbrzymi klon jesionolistny.
Na zdjęciu obok będziemy systematycznie prezentować, jak częstochowskie place pokrywają białe plamy, symbolizujące utracone drzewa. Plamy te wizualizują miejsca, z których drzewa zniknęły. W ostatnim czasie jedno z nich zostało wycięte do pnia. Dlaczego do tego doszło?
– Dokładnie obejrzałem miejsce wycinki. Drzewo jest świeżo wycięte do gołego pnia. Widać jeszcze trociny – relacjonuje architekt.
Jak ustaliła redakcja CzasnaJure.pl, drzewo wycięło miasto 1 września br. Z informacji, do których nieoficjalnie dotarł portal CzasnaJure.pl, wynika, że na Placu Biegańskiego planowane są wycinki kolejnych drzew, tym razem tuż przy ratuszu.
Wycinka przez zagrożenie bezpieczeństwa i… rok zwłoki
Gdy skontaktowaliśmy się z Wydziałem Ochrony Środowiska, Rolnictwa i Leśnictwa Urzędu Miasta Częstochowy, dowiedzieliśmy się, że drzewo zostało wycięte „grzecznościowo” właśnie przez częstochowski magistrat
Warto odnotować, że Placem Biegańskiego, z którego zniknął klon, zarządza Centrum Usług Komunalnych w Częstochowie (CUK).
– Czyli to on decyduje, podejmuje wszystkie decyzje – mówi Hubert Wąsek.
We wrześniu minionego roku, decyzją Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków Delegatura w Częstochowie, wydano zezwolenie na usunięcie tego drzewa. CUK zawnioskował o wycinkę do konserwatora zabytków.
– Zgodnie z decyzją, wycinał Wydział Ochrony Środowiska – poinformowała nas urzędniczka. – Powodem było znaczne wypróchnienie oraz pęknięcie, które w zeszłym roku zaczęło się pogłębiać.
W ubiegłym roku podczas burzy drzewo zostało uszkodzone.
– Konserwator zezwolił [po wniosku od CUK-u – przyp. red.] na usunięcie klonu jesionolistnego o obwodzie pnia 290 cm, mierzonego na wysokości 1,3 m. Termin usunięcia „stanowiącego potencjalne zagrożenie bezpieczeństwa ludzi i mienia” drzewa, wyznaczył krótki – trochę ponad trzy miesiące, czyli do dnia 31 grudnia 2025 roku – mówi prezes Wąsek, powołując się na dokumenty, do których dotarła redakcja CzasnaJure.pl. I dodaje:
– Drzewo wycięto dopiero po roku od otrzymania decyzji. Jako przyczynę usunięcia wskazano, że korona jest jednostronna, a przez pęknięcia drzewo jest bardzo osłabione. W decyzji napisano wprost, że podstawą zgody na wycinkę jest potencjalne zagrożenie bezpieczeństwa ludzi i mienia, które stwarza drzewo. Tutaj rodzi się pytanie: skoro drzewo tak zagrażało bezpieczeństwu, dlaczego ktoś czekał z wycinką aż rok? – zastanawia się Hubert Wąsek.
W związku z usunięciem drzewa konserwator ustalił warunek posadzenia jednej sztuki drzewa, jako nasadzenie zastępcze.
– Konkretnie miała to być lipa srebrzysta w Alejach NMP. Nowa lipa miała uzupełnić szpaler tych drzew w I Alei – dodaje architekt. – Dokładanie wyznaczono miejsce, w którym drzewo miało być posadzone. Byłem tam przed chwilą i tego drzewa nie ma. Co ważne, termin nasadzenia upłynął 30 kwietnia br. Mamy początek września. Dlaczego przez wiele miesięcy nikt się o to nie upomniał?
Wiadomo, że jeżeli drzewo zagraża bezpieczeństwu, należało je wyciąć i to bez zbędnej zwłoki. A później spokojnie zasadzić nowe. Nie zostało to zrobione, więc jak najbardziej zasadnym jest pytanie, czy klon faktycznie zagrażał bezpieczeństwu? A jeśli tak, to kto tak dba o nasze bezpieczeństwo, że czeka miesiącami od wydania decyzji?
Żeby ukazać kuriozum sytuacji, dodajmy, że urzędniczki przyznały, że powodem nieusuwania drzewa w pierwotnym terminie, było… powieszenie na nim ozdób świątecznych. Pytanie, na ile świecidełka eliminowały rzeczone zagrożenie ze strony drzewa?
Przypominamy, że to dopiero początek wycinek.
Mała sadzonka zamiast olbrzymiego drzewa
– Wracając do nasadzenia kompensacyjnego, do którego nie doszło, trzeba sobie jasno powiedzieć, że wycinamy drzewo o obwodzie pnia 290 cm, czyli prawie 3 metry, a w zamian sadzimy drzewko o obwodzie około 18 cm (z doświadczenia wiemy, że nikt nie wychodzi poza wymagane minimum. Czy to jest w porządku? – pyta architekt.
Częstochowianie dopominają się dostępu do informacji i możliwości udziału w procesie decyzyjnym.
– Jeśli w mieście mają być wycinki, chcemy jako mieszkańcy wiedzieć o tym wcześniej (w czasie otrzymania decyzji, a nie tuż przed wycinką). Prosiliśmy o to wielokrotnie. Uczciwa informacja: gdzie, kiedy, dlaczego? – przypomina Hubert Wąsek. – Może nawet ładnie by było właśnie zacząć od nasadzenia. Mieszkańcy z pewnością wykazaliby się pełnym zrozumieniem i nikt nie miałby najmniejszych pretensji. Tymczasem tak prosta rzecz jest niestety notorycznie lekceważona i pomijana.
Jeżeli decyzja utraciła ważność, należy ponowić wniosek – to oczywiste. Czy ktoś o to zadbał?
Tuż przed publikacją artykułu urzędniczka miejska poinformowała nas, że jest pismo przedłużające decyzję na wycinkę do 31.12.2026 r., ale na dzień dzisiejszy nie ma przedłużenia nasadzenia.
Hubert Pietrzak




2 komentarzy
Wypróchniałe te bezmózgi urzędoli… jak słyszę CUK to scyzoryk w kieszeni mi się otwiera…
Nieporadność, tłumokowatość pierwszorzędna.
“Częstochowskie drzewa mają to do siebie, że jak zaczyna się jakaś inwestycja, to one nagle zaczynają chorować. To jest taka przypadłość drzew w naszym mieście. Tak było na Starym Rynku i tutaj też tak jest. Zaczynają chorować i to poważnie, akurat wtedy, gdy planowane są inwestycje, z którymi kolidują” koniec cytatu, czy po lekturze powyższego artykułu mieszkańcy mogą? odnieść wrażenie, że niektóre drzewa są usuwane dla lepszego “komfortu” realizacji jakichś miejskich inwestycji??? czyli np. gdyby na placu Rady Europy, który aktualnie jest w przebudowie, wcześniej rosły jakieś duże drzewa to też mogłoby? się okazać, że cytując artykuł “jak zaczyna się jakaś inwestycja, to one nagle zaczynają chorować”???
“Wiadomo, że jeżeli drzewo zagraża bezpieczeństwu, należało je wyciąć i to bez zbędnej zwłoki. A później spokojnie zasadzić nowe. Nie zostało to zrobione, więc jak najbardziej zasadnym jest pytanie, czy klon faktycznie zagrażał bezpieczeństwu? A jeśli tak, to kto tak dba o nasze bezpieczeństwo, że czeka miesiącami od wydania decyzji?” koniec cytatu. Tak, faktycznie ta kwestia jest bardzo ciekawa a nawet dziwna. no chyba? że przez cały ten czas urzędnicy na bieżąco, co 1-2 dni?, skrupulatnie kontrolowali stan omawianego drzewa? Ale nawet wtedy, gdyby takie drzewo nieoczekiwanie i spontanicznie runęło
np. na przechodzacą placem pielgrzymkę, trudno byłoby to, tzn. tę zwłokę w wycince, jakoś racjonalnie wytłumaczyć???
“Żeby ukazać kuriozum sytuacji, dodajmy, że urzędniczki przyznały, że powodem nieusuwania drzewa w pierwotnym terminie, było… powieszenie na nim ozdób świątecznych. Pytanie, na ile świecidełka eliminowały rzeczone zagrożenie ze strony drzewa?”, ale że jak? : D naprawdę solidne kuriozum sytuacyjne, świąteczno-świecidełkowe.
Zbliżająca się? inwestycja na placu Biegańskiego zakłada m.in. walkę z betonozą czyli więcej zieleni. I praktycznie na samym starcie, w ogólnym bilansie zieleni na placu ubywa drzewo “o obwodzie pnia 290 cm, czyli prawie 3 metry”, a w ramach inwestycji może i będzie? potem więcej zieleni pod względem ilości ale i czy jakości? Czy nie będą? to drzewa, a raczej drzewka “patyczkowe”, o obwodach zbliżonych do obwodu łydki przeciętnego dorosłego człowieka?
“Jeśli w mieście mają być wycinki, chcemy jako mieszkańcy wiedzieć o tym wcześniej”, sprawa wydawałaby się oczywista a jednak. Takie reprezentatywne? popularne miejsce jak Plac Biegańskiego i wycinka drzewa ze względów bezpieczeństwa, czy jest bardziej prosta i klarowna sytuacja? Przed planowaną wycinką Urząd z odpowiednim wyprzedzeniem informuje, przez stronę czy lokalne media, mieszkanców, że drzewo zagraża bezpieczeństwu i np. grozi zawaleniem i już, byłoby po sprawie. Dlaczego tak się nie dzieje? Dlaczego muszą powstawać tego typu artykuły? a to przecież też nie pierwszy raz? gdy poruszane, omawiane są tematy miejskich drzew. Nie wiem jak czytelnicy, Pan redaktor i wszyscy mieszkańcy ale ja nie mam pojęcia.