Teoretycznie państwo polskie deklaruje nowoczesną politykę włączania osób z niepełnosprawnościami do społeczeństwa. W praktyce jednak tworzy papierowy labirynt, którego finałem jest zawsze ten sam bezduszny komunikat: „brak środków”.
Mam znaczny stopień niepełnosprawności, wymagam stałej opieki i pomocy innych osób przy każdej najprostszej czynności. Moja codzienna walka o godność stała się jednak upokarzającą i wycieńczającą drogą przez mękę, w której urzędy traktują mnie jak intruza.
Mieszkam w Częstochowie – mieście, które w mediach kreuje się na przyjazne i otwarte, ale gdy gasną kamery, dla takich osób jak ja nie ma tu miejsca. Kiedy jako osoba niesamodzielna wołam: „Potrzebuję wsparcia, by żyć”, systemowa fasada natychmiast pęka. Zamiast realnego wsparcia, zderzam się z urzędniczą apatią i chronicznym niedofinansowaniem. Moje życie zostało zamienione w nieustający koszmar czekania.
Wniosek o świadczenie wspierające – rok w czarnej dziurze
Flagowym projektem rządu miało być świadczenie wspierające. Rozwiązanie, które miało dać mi niezależność finansową, utknęło w martwym punkcie. Aby je otrzymać, musiałem najpierw złożyć wniosek o wydanie decyzji ustalającej poziom potrzeby wsparcia do Wojewódzkiego Zespołu ds. Orzekania o Niepełnosprawności (WZON). Mija rok od złożenia mojego wniosku i mimo upływu ustawowych terminów nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Ani terminu komisji, ani jednego pisma wyjaśniającego. Przez dwanaście miesięcy jestem uwięziony w procedurach. Nie wiem, na czym stoję. W tym czasie koszty mojego życia i rehabilitacji drastycznie idą w górę, a WZON milczy, ignorując wszelkie ustawowe terminy. Złożyłem wniosek i zapadłem się w urzędniczą czarną dziurę.
Wniosek o asystenta osobistego osoby niepełnosprawnej – kolejny bubel prawny
Najlepszym dowodem na to, że system wsparcia jest fikcją, są moje bezskuteczne starania o znalezienie osoby, która pomogłaby mi w wyjściu z domu. Złożyłem wnioski o przyznanie godzin wsparcia w ramach programu Asystenta Osobistego, który w założeniu ma być cywilizacyjnym skokiem, a w rzeczywistości okazał się legislacyjnym bublem i zwykłą urzędową loterią. Efekt? Moje wnioski leżą bezużyteczne, bo w odpowiedzi słyszę niezmiennie: „brak środków”.
Zarówno instytucje publiczne, jak i fundacje realizujące usługi, odmawiają pomocy, wskazując na wyczerpanie limitów wynikające z drastycznie ograniczonych funduszy przekazanych gminom. To wszystko kwestia priorytetów – przecież inne miasta, jak chociażby Gliwice, potrafią przeznaczyć aż 1,4 mln zł rocznie na asystencję osobistą dla mieszkańców z niepełnosprawnościami. Dlaczego w Częstochowie jest to niemożliwe? Jak mamy budować bezpieczne, niezależne życie, skoro usługa, która ma nam to umożliwić, jest traktowana jako luksus dla wybranych?
Wniosek o opiekę wytchnieniową – pusta kasa i obietnice bez pokrycia
Kolejna droga krzyżowa, którą przeszedłem, żeby dowiedzieć się, że na wsparcie w postaci opieki wytchnieniowej nie ma już pieniędzy. Chciałem dać moim bliskim choć chwilę oddechu od całodobowej opieki. Przeszedłem całą procedurę, złożyłem wniosek o konkretne godziny wsparcia i… znów to samo. Odpowiedź: „Brak środków”.
Program, który z założenia miał być stałym oparciem dla mojej wycieńczonej rodziny, okazał się pustą obietnicą. System zostawił moich opiekunów bez sekundy wytchnienia, a mnie z poczuciem winy, że jestem dla nich ciężarem.
Wniosek o dofinansowanie z PFRON do zakupu auta – mobilność tylko na papierze
Moja walka nie kończy się na opiece. Złożyłem wniosek o dofinansowanie ze środków PFRON do zakupu auta dla osoby z niepełnosprawnością. Dla kogoś, kto nie porusza się samodzielnie, dostosowany samochód to nie luksus czy zachcianka – to warunek konieczny do biologicznego i społecznego przetrwania, moje jedyne okno na świat i szansa na dojazdy do lekarzy. Finał? Ten sam, co zawsze. Po przejściu całej procedury urzędnicy bezdusznie informują mnie o braku środków. Program, który miał ułatwić mi przemieszczanie się i dać cień niezależności, istnieje tylko na papierze. Moje marzenie o wyjściu z izolacji zostało zablokowane przez chroniczny brak funduszy, a system woli oszczędzać na najbardziej potrzebujących.
Wniosek w ramach programu „Aktywny samorząd” (Moduł III) na zamianę mieszkania – domowe więzienie i urzędnicze wymogi
Kolejny mur, w który uderzyłem, to próba likwidacji barier architektonicznych. Złożyłem wniosek w ramach programu „Aktywny samorząd” (Moduł III) na zamianę mieszkania na lokal bez barier architektonicznych. Mieszkanie bez schodów, do którego mogę swobodnie wejść i w nim funkcjonować, to podstawa mojego bezpiecznego bytu. Finał? Jak mantra formułka o braku środków. Państwo stworzyło program – wydmuszkę na pokaz, w którym liczą się tylko tabelki i kryteria prawie nie do spełnienia. Rozbudzili nadzieje, a na koniec nie dali na to ani grosza.
A najgorsze jest to, że nawet gdy człowiek spełni te absurdalne wymogi i sam pokryje lwią część kosztów, system i tak odwraca się od niego plecami.
Mam dość milczenia!
Rząd chwali się pomocą w mediach, a w rzeczywistości odbiera godność Mam dość milczenia o tym, jak wygląda ta rzeczywistość, którą funduje państwo. W telewizji i na konferencjach prasowych rząd bezwstydnie chwali się tym, jak to rzekomo wspiera osoby z niepełnosprawnościami, jak miliony płyną na programy, a system staje się nowoczesny i przyjazny.
Tymczasem za kurtyną tych medialnych sukcesów kryje się upokarzający maraton – ciągłe latanie za nowymi zaświadczeniami, opiniami i dokumentami, by na końcu otrzymać informację: „brak środków”.
red.



