„Piszę na temat nocnego zakazu sprzedaży alkoholu obowiązującego w Częstochowie od 1 kwietnia w godz. 23-6 rano.
Moim zdaniem przepis jest martwy i niewiele daje. W tygodniu, ze względu na to, że i tak w tym mieście się nic nie dzieje, ulice są puste, więc nie ma problemu z zakłócaniem porządku.
Najczęściej zakłócanie dokonuje się w weekend, a szczególnie w piątek, nawet nie w sobotę, kiedy to młodzież szkolna (niejednokrotnie nieletnia) wylega na Aleje, w bramy, na ulice (np. róg Racławickiej i Dąbrowskiego, przed klubami Jagair i American, czy teren Biznes Centrum). Nikt tam nie kontroluje, a Straż Miejska tego nie widzi, więc jest tam wolna Amerykanka.
Młodzież ta najczęściej do godz. 24 się tam bawi i wtedy są oblężane sklepy z alkoholem, bo po 24 pewnie jako nieletni muszą zameldować się w domu.
Dlatego przepis zakazujący sprzedaży alkoholu od 23 powinien być od 22 (tak jak cisza nocna), czy nawet od 21 (tak jak w większości miast w Polsce) i nie do 6 tylko do 8 rano, aby było utrudnione kupienie alkoholu – tzw. małpek przed pracą.
Ponadto, czy służby porządkowe tego nie widzą, że nagle po 22 większość młodzieży, podkreślam niepełnoletniej, nagminnie chodzi z butelkami plastikowymi i pije? Można się domyśleć co jest w środku (zrobione drinki).
To wszystko można łatwo skontrolować, ale jakoś nikt się do tego nie kwapi, dlatego prohibicja nic nie dała.
Mieszkaniec”.



