Człowiek pisze, bo mu się wydaje, że ma coś mądrego do powiedzenia. A realia są takie, że żadna mądrość nie ma prawa bytu. Mądrość to tylko subiektywna opinia, jedna z tysięcy wiązek świadomościowych tarzających się w ogólnoludzkich zwojach mózgowych. Ważniejsza od mądrości jest umiejętność, fortelem lub siłą, narzucenia narracji.
Mam się na Nowy Rok cieszyć z porwania przez uzbrojonych żołdaków Trumpa dyktatora Wenezueli? Fakt, Maduro to złodziej i bandyta, ale takowych na stanowiskach dyktatorskich nie brakuje, z niektórymi pan Trump się fraternizuje, poklepuje po plecach, całuje tu i ówdzie. Porywanie nielubianych głów państwa nie kojarzy mi się dobrze. W marcu 1945 r. w podobny sposób porwano i postawiono przed moskiewskim sądem rząd polskiego państwa podziemnego. Stalin tłumaczył to opinii społecznej świata, używając podobnych argumentów jak Trump w przypadku małżeństwa Maduro.
Może to moje anachroniczne myślenie. Ale wolę być dinozaurem, niż upajać się wizją powrotu darwinizmu społecznego. Urodziłem się w świecie darwinizmu, dorastałem w otoczeniu, gdzie silniejsi narzucali słabszym, co mają myśleć i co robić. Odwagi cywilnej wymagało, by szamba nie nazywać perfumerią. Doczekałem szczęśliwego momentu, gdy historia się skończyła. Świat uznał, że najlepszą formą ochrony indywidualnej wolności i godności każdego człowieka jest ustrój demokratyczno-liberalny, a zasadą rządy prawa regulujące stosunki między ludźmi, narodami, państwami. Okazało się jednak, że ten świat oparty na prostych zasadach, dzięki którym wszystkim żyje się lepiej, nie ma swoich obrońców, nie jest atrakcyjny, a tym bardziej przyciągający młode pokolenie. Jest zbyt przewidywalny i nudny. Hazard jest bardziej atrakcyjny od gry w szachy, entuzjazm tłumu pobudzają walki gladiatorów w klatkach. Widać w każdym z nas drzemie instynkt drapieżnika, chodzi tylko o to, by być po stronie tych, którzy siedzą przy stole, a nie leżą na nim. Doświadczenie poprzednich pokoleń mówiące jak straszną krzywdą dla człowieka jest wojna, zostało zatarte animacjami filmowymi i grami komputerowymi. Ludzie dobrze wykształceni, z tytułami naukowymi, nie wiedzą nawet, że ich powinnością jest poszukiwanie prawdy, a nie służalczość wobec polityków. Politycy przestali trudzić się szukaniem sposobów rozwiązywania problemów społecznych, stali się żołdakami partyjnych armii, w demokracji upatrujących narzędzia do podboju, okupowania i eksploatowania własnego kraju.
Tak wygląda świat, na którym nie chce się żyć. Pokolenie Polaków wychowane po 1989 r. nie ma o tym pojęcia, bo nie doświadczyło darwinizmu społecznego, być może nawet nie wie, co to jest. Wmówiono im, że przeszłość to tylko zbiór mitów, z których dowolnie można wybierać uzasadnienie nowych narracji. Wmówiono im, że świat jest fajny, wystarczy kolegować się z tyranozaurami, by móc beztrosko bawić się w berka. Uczono ich w szkole jak umiejętnie, z pomocą „sztucznej inteligencji”, okłamywać innych, pominięto w edukacji zapominane słowo „przyzwoitość”. Zachłystywano się swobodą, zapominając, że wartość wolności wynika z tego, do czego ma służyć.
Zasady, które nie mają swoich obrońców, odchodzą w zapomnienie. Ale czy bez tych zasad warto żyć na tym świecie, na tej ziemi…?
Jarosław Kapsa


