W 1928 r. przyłączono Częstochowę do Rakowa i z tej okazji, z rocznym opóźnieniem wobec okrągłej rocznicy, uczczono ten fakt wystawą w Muzeum, wydawnictwem muzealnego ODDC, a na koniec 2-tomową, bardzo ciekawą książką kronikarza „starego Rakowa” Romana Sitkowskiego. Polecam to wszystko wszystkim, a szczególnie zagłębienie się w tomy zapisków Sitkowskiego.
Ponieważ autor jest uosobieniem patriotyzmu dzielnicowego, toteż przed nim się kłaniam pisząc przewrotnie o przyłączeniu Częstochowy do Rakowa. Wspomnę jednak, że równie trudno byłoby bronić tezy odwrotnej. Zresztą tak już mamy od zarania: dyskutować możemy, czy to Częstochowa przyłączyła Częstochówkę, czy odwrotnie i gdzie, a także od kiedy, w związku z tym, jest centrum naszego miasta. 100 lat temu rolę centrum wypełniała I Aleja łącząca dworzec kolejowy ze skrzyżowaniem dróg na Kraków i Warszawę oraz z przeludnionym i zaniedbanym Starym Miastem. Po wojnie, a właściwie po wybudowaniu „osi Pracy” (ciąg ul. Kościuszki i Wolności, łączący hutniczy Raków z osiedlami mieszkalnymi Tysiąclecia i Północy), a następnie po przebiciu połączeń ul. Sobieskiego z obecną Jana Pawła II (będącą niegdyś granicą naszej zabudowy), centrum umiejscowiło się w II Alei, między pl. Biegańskiego a „światłami”. Trudno tu jednak cokolwiek definiować, bo materia centrum jest zmienna i zależna od subiektywnych zachowań mieszkańców.
Przy całym wysiłku włożonym w obchody złączenia Rakowa z Częstochową, brakło czasu na przebadanie, gdzie właściwie jest, a w związku z tym czym jest, współczesny Raków. Organizm miejski jest czymś żywym, choć budowanym z martwego kamienia. Ludzie też rodzą się i umierają, migrują lub osadzają się, przekaz międzypokoleniowy jest tak zagmatwany, że trudno upierać się przy ciągłości. W mojej pamięci zachował się obraz trzech Rakowów, różniących się umiejscowieniem i krajobrazem. Był zatem Raków, osada robotnicza przy hucie, ulokowana na szczycie wzgórza, zachowany dziś w postaci kościoła, pałacu Hantkego, kwartału ceglasto-wapiennych czynszówek, kojarzący z się z barem „Pod dwójką” i żelaznym mostkiem nad torami, prowadzącym z huty do baru. Potem był Raków Aleją Pokoju, otoczoną swojską „Nową Hutą”, z tramwajką, barem „na kołach”, kinem Relaks i pomnikiem Bieruta. W połowie lat 70-tych budowa DK-1, oddzieliła „stare Rakowy” od powstających nowych. Te nowe Rakowy (Błeszna, Wrzosowiaki) wyrosły w postaci wielkich blokowisk, wypierających malowniczość tamtejszych wiosek. Centrum pierwszego Rakowa było przy pałacu Handtkego, drugiego przy Bierucie, trzeciego… właściwie nie wiadomo gdzie… być może przy „Jagiellończykach”.
Ta cecha „nie-wiadomo-gdzie” dotyczy nie tylko Rakowa, ale wszystkich dzielnic „blokowisk”, powstałych w modernistycznym widzie ostatniego ćwierćwiecza XX w. Gdzie jest dziś centrum Tysiąclecia, Ostatniego Grosza, Północy, Parkitki? Dawniej centrum wyznaczał kościół parafialny, sklep, knajpa, rynek lub inne miejsce spotkań. Ludzie spacerowali pieszo, więc lokalność miała ograniczony zasięg. Dziś śpią u siebie, pracują gdzie indziej, na zakupy jeżdżą do miasta, a parafię każdy ma w zasięgu nosa. Dzielnice straciły swoje centra, swoją odrębność, swoją tożsamość. Wymierający gatunek Sitkowskich mówi o sobie z dumą, że jest rakowiakiem. Ale czy znajdziemy taki gatunek ludzki na Parkitce czy Północy…?
Nie wiem, czy to dobre czy złe. Nie osądzam. Wszystko migruje. Wszystko się zmienia. Żyję dziś w innym mieście niż tym, w którym spędziłem młodość. Młodzi za pół wieku, też będą mieszkać w innym mieście, takie widać jest prawo natury.


