
W pierwszej części (w poprzednim numerze) głos oddaliśmy osobom poszkodowanym, które zakupiły turbiny wiatrowe (m.in. firmy Dospel z Częstochowy) w nadziei na niższe rachunki za prąd. Tylko że obracające się na dachach wiatraczki za kilkadziesiąt tysięcy złotych, praktycznie prądu nie produkują. Żadna instytucja państwowa nie jest w stanie odpowiedzieć naszej redakcji na pytanie – czy przydomowe turbiny wiatrowe to genialny wynalazek czy raczej gigantyczny przekręt na ogromną skalę. A zarzuty się mnożą. Po pierwsze, żaden organ publiczny nie sprawdza wydajności wiatraków, chociaż finansuje ich zakup przez obywateli. Po drugie, pula 400 milionów złotych w ramach rządowego programu Moja Elektrownia Wiatrowa,…




