
Zaledwie 3 miesiące temu w wyborach samorządowych wybieraliśmy władze Częstochowy. Prócz prezydenta – organu wykonawczego, decydowaliśmy o składzie rady miasta, czyli o władzy najwyższej, tworzącej lokalne prawo. Stawiając krzyżyk przy konkretnym nazwisku na karcie wyborczej, mieszkańcy podpisali z każdym z nominowanych radnych 5-letni kontrakt na pracę, za którą radny pobiera wynagrodzenie w formie diety (ponad 3 tysiące złotych miesięcznie). W ten sposób wyborcy przekazali radnemu rzeczywiste upoważnienie do reprezentowania ich interesów i majątku miasta. Co, jeśli już na etapie wyborów radnym kierowały nieuczciwe intencje? Co, jeśli celowo zataił kluczowe dla wyborców fakty o sobie? Gdzie leży granica przyzwoitości, po której…


