Bez wątpienia faktycznymi sprawcami sukcesu obecnego prezydenta są: Marek Drygas, Piotr Biernacki i Leszek Kulawik. Dzięki bezpardonowej kampanii prasowej w tygodniku „Poniedziałek” wobec kandydatów prawicowych, m.in. Izabeli Leszczyny i Tadeusza Wrony, Krzysztof Matyjaszczyk mógł sięgnąć po prezydenturę. Winnych jest znacznie więcej, przepytamy ich, jakie dziś mają zdanie na temat swojego „idola” sprzed ponad trzech lat. Marek Drygas: – W 2009 roku po odwołaniu – w zorganizowanym przez nasze Stowarzyszenie referendum – prezydenta Tadeusza Wrony miasto znalazło się pod komisarycznymi rządami Piotra Kurpiosa z Platformy Obywatelskiej. Mieliśmy nadzieję, że komisarz rozpocznie w mieście zmiany w kierunku gospodarczego rozwoju Częstochowy. Niestety rządy Kurpiosa okazały się zwykłym marazmem i konserwowaniem dotychczasowego układu władzy. W lutym zdecydowałem się na stworzenie tygodnika, w którym można by prezentować nasz punkt widzenia. Z Kulawikiem i Biernackim zaczęliśmy pisać i wydawać Poniedziałek. Matyjaszczyk był wówczas posłem SLD i miał 37 lat, co dawało nadzieję, że w tak młodym wieku będzie chciał zrobić z miasta rakietę, a nie piastować urząd. Matyjaszczyk nie chciał jednak wracać z Sejmu do Częstochowy – odpowiedzialność większa, a apanaże mniejsze. Postanowiłem przekonać Jarosława Marszałka dyrektora administracyjnego od szczotek w szpitalu na Tysiącleciu, że jak Matyjaszczyk (jedyne znane nazwisko z SLD) zostanie prezydentem to Jarek zostanie wiceprezydentem i będzie rządził miastem. Marszałek już widział się w fotelu wiceprezydenta. A to bardzo ambitny człowiek. W tym samym czasie Sławomir Kocyga podzielił członków Stowarzyszenia, stawiając na Izabele Leszczynę z PO. Kocyga biegał do PO i coś tam załatwiał bez naszej wiedzy. Ja uważałem, że układ Wrono-Platformy wystarczająco zaszkodził naszemu miastu, próbując przekształcić je w pielgrzymkową wiochę typu 10- tysięcznego Lourdes czy Loretto. W całym projekcie nie chodziło o SLD, tylko o zatrzymanie w powrocie na urząd prezydenta Tadka Wrony. Ale za nim poparliśmy Matyjaszczyka oficjalnie, przeprowadziliśmy z nim szereg spotkań, na których deklarował – klnąc się na swoich przodków – że gospodarka Częstochowy i praca nad pomyślnością dla jej mieszkańców, to będzie główny priorytet jego prezydentury. Matyjaszczyk przysiągł mi, że strefa ekonomiczna to temat, którym się zajmie w pierwszej kolejności. Niestety okazało się, że Matyjaszczyk ma problemy z pamięcią krótkoterminową. W kwietniu z Kulawikiem i Biernackim wymyśliliśmy mu jego wyborcze hasło „Obudźmy energię Częstochowy”, bo nawet tego nie potrafił. Teraz Częstochowianie widza, że nie tylko nie obudził energii, ale wręcz ją zgasił chociaż miał życiowa szansę zostać prezydentem pokroju Dutkiewicza z Wrocławia czy Szczurka z Gdyni.Znamienne jest to, że ani Balt, którego spotkałem idącego z kwaśną miną z uroczystości sadzenia dębów katyńskich w kwietniu 2010, ani nawet sam Matyjaszczyk nie wierzyli w to, że Krzyśkowi się uda. Matyjaszczyk nawet na swój komitet wyborczy dokonał symbolicznej wpłaty, chociaż miał dużo kasy na koncie. Pokaz sztucznych ogni w wieczór wyborczy z jego sztabu, wystrzeliłem w powietrze ja, bo kupiłem je za własne pieniądze .Od Nas dostał nawet tort z grafika „Poniedziałku” i przesłanie w gazecie: „Do roboty od Poniedziałku”. A co na to z perspektywy lat o wyborze Matyjaszczyka sądzi Leszek Kulawik.Leszek Kulawik: – Kiedyś na początku jego kadencji w lutym 2010 roku, widząc jak umacnia władzę swoich towarzyszy w mieście, powiedziałem mu, że politycznie wszystko mu się uda. Wszystkich będzie kontrolował, wszystkich kupi i wystraszy. Będzie twardo trzymał władzę wraz ze swoją grupą. Niestety trzymaniem władzy nie zapewni miastu rozwoju i nowych miejsc pracy. Nie wiem, czy zapamiętał moje słowa, ale z pewnością ich nie zrozumiał . Piotr Biernacki o Matyjaszczyku: – Chyba nawet zazdroszczę Matyjaszczykowi jego obłudy i konformizmu. Matyjaszczyk to stracone lata Częstochowy, podobnie jak poprzednie siedem lat pod rządami Tadeusza Wrony. Gdybym wiedział, że rozwojowe obietnice Matyjaszczyka to tylko wyborcza gra, zrobił bym wszystko, by dalej uprawiał polityczną karierę w stolicy i nie rządził naszym miastem… Częstochowianie zaś z pewnością nie zapomnieli wyborczego programu Matyjaszczyka, że obudzi energię Częstochowy i z tego Matyjaszczyk nie wytłumaczy się nawet po chińsku.