Powiedzmy rzecz jasno: dziś ukrainofobia jest podłością. Gdy bomby spadające na ukraińskie miasta zabijają dzieci, gdy codziennie, broniąc Europy przed agresją Putina, giną na froncie żołnierze, gdy tysiące cywilnych mieszkańców Charkowa żyć musi w niewyobrażalnych dla nas warunkach, to zwykła przyzwoitość nakazuje nam solidarność.
Powiedzmy sobie jasno: wszelka ksenofobia, nienawiść wyrażana wobec obcych różniących się od nas mową, kolorem skóry, przynależnością etniczną lub narodową, religią, obyczajami itd., wszelka forma nienawiści do ludzi jest karygodną dewiacją, zaprzeczeniem podstaw chrześcijańskiej cywilizacji europejskiej.
Powiedzmy też sobie jasno: patriotyzm jest cennym uczuciem, ale tylko wtedy, gdy ma charakter realny, a nie deklaratywny. Jeśli ktoś narusza lub omija obowiązujące w Polsce prawo, jeśli ktoś unika płacenia podatków, jeśli kto nie czuje się zobowiązany do służby wojskowej lub innej formy obrony dobra wspólnego, jeśli ktoś wyłudza pieniądze publiczne, jeśli ktoś buduje swoją karierę na kłamstwie i oszustwie, to skrajną bezczelnością jest twierdzenie, że taka osoba jest patriotą. Może taka istota wytatuować sobie orła, chodzić na dwóch nogach udając człowieka, wymachiwać flagą, lecz nie czyńmy z niej wzorca dla naszych dzieci, jeśli rzeczywiście chcemy, by Polska pozostała cywilizowanym krajem.
W sądzie częstochowskim toczy się sprawa przeciwko takim „pseudopatriotycznym” istotom, którzy w imię „obrony Ojczyzny” dźgnęli nożem czarnoskórego cudzoziemca, a przy okazji pobili także dwóch włoskich wolontariuszy pomagających lokalnemu stowarzyszeniu w opiece nad bezdomnymi. Współczuć można tym młodym ludziom, którzy za swą głupotę zapłacą pobytem w więzieniu. I jednocześnie trzeba zadać pytanie, rodem ze Starego Testamentu: Kto zasiał wiatr…? Kto tych młodych ludzi zdemoralizował ucząc nienawiści?
Kariera, awans społeczny, to magnes przyciągający ludzi nadambitnych, zdolnych do wszystkiego by osiągnąć osobisty sukces. Takie nadambitne jednostki dominują w polityce, jeśli ktoś nie ma przebojowości nie odnajdzie się w partyjnych grach. W sukurs tym nadambitnym przychodzą specjaliści od marketingu, tłumaczący korzyści wynikające z odwoływania się do emocji tłumu. Człowiek indywidualny, homo sapiens, ma rozum i sumienie, tłum pozbawiając indywidualności zabiera jednostce jedno i drugie.
Demokracja to wolność wyboru. Ale z każdą formą wolności łączy się odpowiedzialność. Pan Grzegorz Braun może siebie uważać za artystycznego heppenera, z zideologizowaną ironią gaszącego świece na żydowskim świeczniku. Pan Czarnek udaje zdroworozsądkowego chłopa, domagając się oczyszczenia rządu z „ukraińskiej V kolumny”. Są także „patrioci” powtarzający, bez mrugnięcia oka, putinowską propagandę, że „faszystowskie państwo ukraińskie” nie ma prawa bytu. Są katolicy uznający za grzech herezji słowa biskupów polskich z 1965 r., kierowane do Niemców: „przebaczamy i prosimy o wybaczenie”. Są wysokiej rangi urzędnicy państwowi przekonani, że kolor skóry lub noszony symbol religijny to dowody przestępstwa. A w dodatku patronem takich aberracji jest Prezydent Najjaśniejszej Rzeczpospolitej Polski.
Kto sieje wiatr? Kto ponosi odpowiedzialność moralną za pobicie cudzoziemców w centrum miasta, uważanego za Stolicę Katolickiej Polski?
Jarosław Kapsa



