WESPRZYJ TYGODNIK 7 DNI NA ZRZUTKA.PL

Skontaktuj się z nami!

Reklama

To jest miejsce na Twoją reklamę

Kontakt

Tygodnik Regionalny 7 dni

Al. Wolności 22 lok. 12
42-217 Częstochowa

Redakcja

tel. 34 374 05 02
redakcja@7dni.com.pl
redakcja7dni@interia.pl

Biuro reklamy

tel. 34 374 05 02
kom. 512 044 894
marketing7dni@gmail.com
redakcja7dni@interia.pl

Edit Template

Ukraińcy wypełniają luki kadrowe czy odpracowują pańszczyznę?

Podczas gdy Ukraina nieustannie stawia czoła brutalnej agresji Rosji na swój kraj, przez Polskę przewinęło się 2,5 milionów Ukraińców w poszukiwaniu bezpiecznego schronienia, stabilizacji oraz wsparcia. Kiedy opadł kurz pierwszej euforii i wielkiego zrywu serc Polaków, bezinteresowna pomoc Ukraińcom zaczęła ustępować miejsca prozie życia i pragmatyce. Początkowy entuzjazm, który jednoczył społeczeństwo na granicy i w domach, zastąpił proces stopniowego wygaszania specjalnych świadczeń, co jest skutkiem zmęczenia Polaków długotrwałą sytuacją kryzysową, a zwłaszcza ponoszonych przez Polskę kosztów.

Pani Wiktoria wraz z 7-letnią córką przyjechały do Polski z Krzywego Rogu, na dwa lata przed wybuchem wojny w Ukrainie. W ojczyźnie, kobieta pracowała w telewizji przy jednym z programów jako menadżer castingu, jednak po jego likwidacji długo nie mogła znaleźć pracy. Migracja zarobkowa do Polski stała się dla 27-letniej wówczas Wiktorii koniecznością.

– Miałam zaproszenie do tego konkretnego pracodawcy, więc po przyjeździe do Polski od razu trafiłam do pieczarkarni w gminie Poczesna. Właściciel firmy przyjechał po mnie na dworzec PKP i zawiózł mnie do mieszkania w Pocześnie. W niewielkiej hali, w której uprawiane są pieczarki pracowało nas 4-5 osób z Ukrainy i Gruzji. Praca w akordzie polegała na zbieraniu pieczarek, obcinaniu im nóżek i pakowaniu do skrzynek. To bardzo ciężka praca, bo strasznie bolą plecy – od 4.00 rano do 17.00-20.00 wieczorem, 7 dni w tygodniu, co dawało około 300 godzin w miesiącu. Wysokość wypłaty za cały miesiąc zależała od zebranych całych skrzynek pieczarek oraz ilości pracy, ale było to około 3,5 tysiąca złotych. Przez 6 lat była to umowa zlecenie, chociaż co roku dostawałam nową. Niestety nie mam umów z ostatnich 5 lat, więc wystąpiłam do żony właściciela, która dziedziczy firmę po jego śmierci, by mi te umowy wysłała.
Teraz, z nową szefową jestem w bardzo złych stosunkach, do tego stopnia, że zwolniła mnie z pracy mówiąc „ja cię tu już nie potrzebuję”. Dokumentu o zwolnieniu nie dostałam, bo zostałam zwolniona jakby ustnie. Żadnego papieru nie mam. Szef zmarł nagle w wieku 49 lat, wtedy ostatecznie zdecydowałam, że już nie chcę przy pieczarkach pracować. Chciałam tylko, by uporządkowano wszystkie dokumenty i by wypłacono mi zaległe pensje. A dodam, że wcześniej wypłaty zawsze dostawałam w gotówce do ręki, bez żadnego potwierdzenia na papierze, że ją wzięłam. Szefowa napisała mi sms-a, żebym przyszła do biura to mi wypłaci za 10 dni października. Ja znów spytałam, co z wrześniem, ale już mi nic nie odpisała. Potem powiedziała, że mnie w ogóle w pracy nie było we wrześniu, więc mi się nie należy. Jak to mnie nie było, jak można tak kłamać? Wszędzie są kamery zainstalowane to można sprawdzić. Potwierdzi to też osoba, z którą wtedy pracowałam.
Bywało, że już nie miałam siły i mówiłam, że mam dość, że zrezygnuję z tych pieczarek, bo jest bardzo ciężko i zostawię tu całe swoje zdrowie. Ale córka zawsze mówiła „mamo, gdzie pójdziemy, ja nie chcę stąd wyjeżdżać, zmieniać szkoły, chcę tu zostać”.

Redakcja 7 dni zwróciła się z pytaniami do Okręgowego Inspektoratu Pracy w Katowicach o status zatrudnianych przez firmę z Poczesnej obcokrajowców.
„Ze względu na fakt, że postępowanie kontrolne w wymienionej firmie jest obecnie prowadzone i zostało zakończone, na tą chwilę nie można zatem potwierdzić, czy w opisanej przez sytuacji doszło do naruszenia przepisów kodeksu pracy polegającego na zawarciu umowy cywilnoprawnej w warunkach, w których powinna być zawarta umowa o pracę.
Informuję także, że firma z poczesnej dotychczas nie była kontrolowana przez organy Państwowej Inspekcji Pracy.”

Straciła nie tylko pracę, ale i dach nad głową

– Mieszkanie, w którym mnie zakwaterowano należało do właściciela pieczarkarni. Warunki były dobre – dwa pokoje, kuchnia, łazienka, 47 mkw. Razem ze mną mieszkało tam 6 osób, inni Ukraińcy, którzy też pracowali w pieczarkarni. Te osoby się zmieniały na przestrzenni czasu.
Jeśli chodzi o mieszkanie to żadnej umowy na mieszkanie nie mieliśmy, ale pracodawca odciągał nam z wypłaty na czynsz. Najpierw było to 300 złotych, a teraz 700. Żona szefa nie miała pojęcia, ile za to mieszkanie płacimy, bo nigdy się tym nie interesowała. Żyła w swoim świecie i nie zajmowała się firmą. Po śmierci szefa wystawiła mieszkanie na sprzedaż i wręczyła mi pismo, że w ciągu dwóch dni mam się stamtąd wyprowadzić. Ja jej odpowiedziałam, że ponieważ nie dostałam wypłaty za wrzesień to się nie wyprowadzę, na co ona zadzwoniła po Policję. Funkcjonariusze przyjechali, ale nic nie zrobili i odjechali.
Córka poszła od razu do szkoły, a szkołę mamy blisko, zaraz obok naszego bloku. Córka ma status uchodźcy i jest jedyną Ukrainką w klasie, ale nie czuje się odizolowana. Wręcz przeciwnie, wszyscy ją zaakceptowali, jest lubiana przez koleżanki i nauczycieli, bo wiem z opowiadań innych rodziców ukraińskich dzieci, że różnie to bywa. Często „nasze” dzieci nie są w pełni akceptowane przez Polaków, są odtrącane, czy źle się o nich mówi. Od początku, jak tylko córka poszła do szkoły wszyscy byli dla nas bardzo dobrzy i życzliwi, zawsze gotowi do pomocy, pytają często czy czegoś nie potrzebujemy. Jestem im bardzo za to wdzięczna. Teraz córka jest już w 7. klasie. Bardzo dobrze idzie jej nauka, dobrze mówi i pisze po polsku. Do tego jest spokojnym dzieckiem. Nauczyciele podkreślają, że nie mają do niej żadnych uwag. Na początku jej pobytu tutaj bałam się jak to będzie, ale świetnie jej idzie. Chce iść do liceum, a potem na studia i zostać stomatologiem.

Okazuje się, że kurz pierwszej euforii i wielkiego zrywu serc Polaków, wcale nie opadł – przynajmniej nie u wszystkich. Młoda Ukrainka bezinteresowną pomoc otrzymała od jednej z mieszkanek gminy Poczesna, pani Agaty.
– Byłam w sprawie Wiktorii w naszej gminie i dali jej zasiłek jednorazowy 1.100 złotych. Byłyśmy też w Starostwie Powiatowym w Częstochowie i rozmawiałam ze starostą, no i byłyśmy w Centrum Integracji Cudzoziemców w Częstochowie. Ostatecznie udało się pani Wiktorii pomóc.

Ta opowieść – ku pokrzepieniu serc – zakończyła się nadspodziewanym happy endem.
Pani Wiktoria nie tylko znalazła inną, lepiej płatną pracę, ale – dzięki ogromnemu zaangażowaniu pani Agaty, działaniom władz gminy Poczesna oraz jednej z prywatnych firm zlokalizowanej na terenie gminy – zapewniła sobie i córce nowy dach nad głową.

Renata R. Kluczna

Udostępnij:

2 komentarzy

  • mario

    To przykład z happy endem, a chciałoby się by takie postawy solidaryzmu społecznego były w Polsce normą…
    Nawiasem mówiąc bez obcokrajowców – głównie Ukraińców – Polska gospodarka szybciej będzie miała problemy… nawet jeśli systemy z AI się upowszechnią…

    • Brzeziniok

      Pani Agata?🤣🤣🤣 Powiedzmy że ludzie od rycerza co się nawrócił z Nowej Nadziei Tomka Stali.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Dołącz do nas!

Zapisz się do Newsletera

Udało się zasubskrybować! Ups! Coś poszło nie tak...
Archiwum gazety
Edit Template
Materiały audio
Materiały wideo

Kontakt

Tygodnik Regionalny 7 dni

Al. Wolności 22 lok. 12
42-200 Częstochowa

Biuro reklamy

tel. 34 374 05 02
kom. 512 044 894
e-mail: marketing7dni@gmail.com
e-mail: redakcja7dni@interia.pl

 
Redakcja

tel. 34 374 05 02
e-mail: redakcja@7dni.com.pl
e-mail: redakcja7dni@interia.pl

Wydawca 7 dni

NEWS PRESS RENATA KLUCZNA
Al. Wolności 22 lok. 12
42-200 Częstochowa
NIP: 949-163-85-14
tel. 34/374-05-02
mail: redakcja@7dni.com.pl

Media społecznościowe

© 2023 Tygodnik Regionalny 7 dni
Partnerzy: Serwis drukarek i laptopów Optima-MD
Przejdź do treści