Temat rozmowy: wysypisko śmieci w Sobuczynie oczami mieszkańców Huty Starej.
Gościem TV 7 dni jest Kazimierz Cierpiał, prezes Stowarzyszenia Wspólnie dla Rozwoju Huty Starej.
– Od jak dawna żyjecie przy wysypisku, a raczej wspólnie z nim?
– Wysypisko zostało utworzone w latach 80. Była to umowa społeczna podpisana przez wojewodę częstochowskiego, przez gminę Poczesna oraz przez mieszkańców. Polegała na tym, że sformułowano zasady, według których to wysypisko ma funkcjonować. Określono czas na 47 lat, od roku 1984 i powinno być do roku 2031, na co gmina i mieszkańcy się zgodzili.
– Macie to na papierze?
– Tak, jest to na papierze. Jest to decyzja pana wojewody, w której są określone wszelkie zasady, na jakich wysypisko miało działać. Miało zbierać odpady z Częstochowy oraz z gminy Blachownia. Tak to było sformułowane. Warunki były takie, że teren powinien być zagrodzony i obsadzony drzewami, żeby była jak najmniejsza uciążliwość dla mieszkańców.
Przez 42 lata ta podstawowa rzecz nie została wykonana. Bardzo jest dużo przekłamań z urzędu miasta Częstochowy, a zapomnieli posadzić drzew, które chroniłyby mieszkańców.
Druga sprawa to izolacja pozioma. Wszystkie odpady, które były przywożone, były sypane bezpośrednio na ziemię bez wykonania izolacji. Ponadto to jest teren, który się nie nadaje na wysypisko z tego względu, że on jest poprzecinany gęstą siecią kanałów pokopalnianych.
Są one zlokalizowane zaraz obok wysypiska, gdzie częściowo pryzmę pokopalnianą zdemontowano, drzewa wycięto i zaczęto ją niszczyć. To była naturalna bariera dla mieszkańców i tą barierę zniszczono.
– Po kolei. Po pierwsze wspomniał pan, że śmieci miały być zwożone wyłącznie z Częstochowy i Blachowni. Skąd wobec tego są zwożone? Bo rozumiem, że jest to kwestia sporna?
– Jak najbardziej. Są zwożone powiedzmy z połowy Częstochowy, ale są i samochody zagraniczne.
Tutaj widać, że my się umawiamy, piszemy coś na papierze, a później te umowy nie są respektowane przez miasto.
– Ale skąd wiecie, skąd pochodzą śmieci?
– Są rejestracje, są inne rzeczy. Zmieniono jednostronnie zasady i wożą śmieci z połowy Polski. Bo są i z Krakowa, i z całego Śląska, i z Wrocławia.
– Samochody mogą być w leasingu z zupełnie innego miasta. Czy tylko na podstawie rejestracji tak uważacie?
– Na podstawie tego, że zmiany nastąpiły decyzją urzędu w Katowicach. Prawo nie powinno obowiązywać wstecz i nie powinno się konkretnych umów zmieniać. Skoro te umowy były sformułowane w taki sposób na piśmie, to powinno być respektowane. Nie może być tak, że jeden urząd łamie przepisy i decyzje drugiego urzędu, na które była wyrażona zgoda.
– Kolejną kwestią, którą pan poruszył była sprawa drzew. Czy te drzewa kiedykolwiek wkoło wysypiska zostały posadzone?
– Posadzone tam były drzewa, ale to były drzewa, których już tam nie ma, bo nikt o to nie dbał. To była tylko pozoracja. Proszę zobaczyć, gdzie tutaj pani ma drzewa wokół wysypiska? Tu po prostu śmieci są wysypane na grunt. Jest całkowity brak zadrzewienia. Mogą Złote Góry opowiadać, ale ta naturalna bariera została zniszczona. CzPK za nasyp kopalni Włodzimierz dostał dwa miliony kary, za samowolę. Osobiście pan prezes Kalinowski zaznaczył, gdzie on posadzi drzewa. Pomimo upływu 15 lat tych drzew nie ma. Natomiast dalej są wysypywane śmieci. To są osoby niewiarygodne, bo w żywe oczy kłamią.
– Sporne są też szybiki pokopalniane. Niektórzy twierdzą, że one nie stanowią powodu, dla którego nie miałoby być tam wysypiska.
– Jeśli chodzi o szybiki, jest to gęsta sieć kanałów pokopalnianych. Są tu takie kopalnie w obrębie paruset metrów jak kopalnia Włodzimierz, Aleksander, Hugo. Troszkę dalej jest kopalnia Huta Nowa. Później jest Maszynowy 1, Maszynowy 2, Tadeusz 2 i Szczekaczka. Wszędzie tu górnicy pod ziemią fedrowali rudę.
– Ale podobno są zabezpieczone.
– Kto kilometry chodników w głąb zabezpiecza? Chodniki są bezpośrednio pod siedliskami ludzkimi, co można stwierdzić po tym, że kopalnia remontowała budynki mieszkalne, które zaczęły pękać. Po prostu bezpośrednio pod siedliskami ludzkimi są te kanały pokopalniane. Żeby górnicy się nie potopili, to były przeprowadzane badania ilości wody napływowej i innej wody.
Jeśli chodzi o wysypisko, to ono zajęło obszar 29 hektarów. I na tym obszarze jest zgromadzone 5,5 miliona ton odpadów na wysokość 18 metrów, a to jest 6 kondygnacji mieszkalnych.
Przykładowo: Woda deszczowa, która pada na obszar tych pryzm wysypiska, to jest 29 hektarów przez 10 tysięcy metrów kwadratowych. Pomnożone przez 600 litrów, tak jak to jest w badaniach określone, to wychodzi nam 174 tysiące metrów sześciennych wody.
Ta woda przechodzi przez te pryzmy i wypłukuje trucizny – chemię, kwasy, zasady, na które CzPK ma zezwolenie.
– No właśnie, CzPK dostało zezwolenie, więc trudno mówić, że działają nielegalnie…
– To jest zezwolenie na związki siarki, ołowiu, azbestu, kwasów, herbicydów i inne. Ale czy zdrowa na umyśle osoba wydaje takie zezwolenie? A tam mieszkają ludzie. Jeśli chodzi o wodę, która wypłukuje te trucizny, to prosiłbym o opublikowanie tego dokumentu, bo częstochowski urząd jest bardzo cichociemny. Chodzi o to, że woda wypłukuje trucizny i one na skutek ciśnienia hydrostatycznego, które te 11 milionów ton wytwarza – wszystkie idą do gruntu. Łączą się potem z wodą gruntową.
Badania, które były wykonywane jeszcze przez kopalnie pokazały, że woda gruntowa przemieszcza się w tej miejscowości w ilości 900 litrów na minutę, czyli 0,9 metra sześciennego, co daje na dobę 12 do 13 tysięcy metrów sześciennych. I ta woda, łącznie z wodą z pryzmy, jest roznoszona po wszystkich miejscowościach.
– W jaki sposób powinien być zabezpieczony grunt przed wysypywaniem śmieci na pryzmy?
– Powinny być grube warstwy porządnych, profesjonalnych materiałów. Ja robiłem kiedyś izolację basenów w Niemczech i tam były hydroizolacje. Nie ma takiego sposobu, żeby szczelnie odizolować 29 hektarów gruntu przed wodą. Woda sobie samoczynnie wsiąknie. Teren nie jest jednorodny, bo jest poprzekopywany kanałami pokopalnianymi, w których miliony ton rudy było fedrowane i te kanały zostały. Przekroje miały takie, że wagoniki jeździły, ale nikt tam nie wszedł i tego nie zabezpieczał, więc woda przedostaje się do przyległych miejscowości.
– Ja pytam pana o zabezpieczenie gruntu zanim zostały wysypane śmieci…
– Dlatego mówię, że na pierwszej kwaterze w ogóle nie ma zabezpieczenia. Powinna być wykonana profesjonalna izolacja pozioma, a tego nie ma. Te trucizny, o których tu jest mowa, były wysypane bezpośrednio na grunt. Ja tam miałem działkę osobiście, byłem tam wiele razy i jakiś urzędnik, powiedzmy pseudo patriota z Częstochowy, nie będzie mi mówił, co tam było.
– Pan reprezentuje mieszkańców. Jakie jest stanowisko mieszkańców właśnie Huty Starej?
– Stanowisko jest takie, że absolutnie w żadnym wypadku, żadnego przyłączenia do Częstochowy.
Uważamy, że pan prezydent powinien się zająć Częstochową, a nie wtrącać się do nas. Nie może być tak, że firma jaką jest CzPK, firma z ograniczoną odpowiedzialnością, nagle zwija żagle i zostawia odpowiedzialność. A choroby, czy tak jak po covidzie nadprogramowe zgony, zostają na miejscu. To, że miasto wykupiło część gruntów V i VI klasy na terenach pokopalnianych, nie upoważnia go do tego, żeby terroryzować wokół 4 tysiące mieszkańców, którzy tutaj mieszkają od dziada, pradziada.
No i chodzi o to, żeby były uszanowane prawa mieszkańców. Nie może być tak, że gmina, czy człowiek, którego głównym celem jest interes – robienie biznesu na śmieciach, będzie zarządzał i niszczył naszą miejscowość.
Gmina Poczesna jest terroryzowana. Gmina ma swoje problemy i powinna się zająć swoimi sprawami. Jak urzędnik ma 400 hektarów, to niech je wykorzysta w sposób taki, żeby to było nieszkodliwe dla okolicznych mieszkańców. Niech sobie fotowoltaikę zrobi, a nie sypie trucizny, które wpływają na całą miejscowość.
Wpływają też na wartość nieruchomości. Przykładowo budynek położony w czystym miejscu ma 100% wartości. Taki sam budynek o tej samej kubaturze, w tej samej technologii, położony 500 metrów od wysypiska, gdzie jest 11 milionów ton odpadów, traci na wartości 30-40% i mieszkańcy są przez to ograbiani.
– Dziękuję za rozmowę.
Renata R. Kluczna




1 Komentarz
“To są osoby niewiarygodne, bo w żywe oczy kłamią.” to kluczowe zdanie tej rozmowy.
Kłamstwo, pozoracje i samooszukiwanie…
Zero profesjonalizmu, w planowaniu, wykonawstwie zabezpieczeń, przestrzeganiu umów i prawa, krótkowzroczność i lewe interesy na niewiadomą skalę…
I podatnik zapłaci, bardzo słono… za amatorszczyznę i mafijne sitwy na każdym polu działalności miasta – od szpitalnictwa, poprzez edukację, wodociągi, kanalizację, ochronę środowiska czy kulturę i sport… wszędzie, kaszana i “prywata”… tak się kończy, gdy ćwierć inteligencja słabo kumata i nieodpowiedzialna zostanie dopuszczona do koryta władzy, a system kontroli nie działa właściwie.
Syf i malaria … jeszcze parę latek i miasto samo zdechnie we własnych śmieciach i odchodach.
Ale “suwerennie i z “godnością”…