WESPRZYJ TYGODNIK 7 DNI NA ZRZUTKA.PL

Skontaktuj się z nami!

Reklama

To jest miejsce na Twoją reklamę

Kontakt

Tygodnik Regionalny 7 dni

Al. Wolności 22 lok. 12
42-217 Częstochowa

Redakcja

tel. 34 374 05 02
redakcja@7dni.com.pl
redakcja7dni@interia.pl

Biuro reklamy

tel. 34 374 05 02
kom. 512 044 894
marketing7dni@gmail.com
redakcja7dni@interia.pl

Edit Template

NASZE HITY I MITY: Mesjanizm i racjonalizm

Powstanie 1863 doprowadziło do „kopernikańskiej” zmiany świadomości elit społecznych. Katastrofa otwarła drogę do krytycznej analizy naszych dziejów, a ta stała się początkiem realistycznego pojmowania polityki. Zmiana ta, oczywiście, nie była wszechogarniająca. Nadal w myśleniu o zbiorowości pojawia się obok realizmu wątek romantycznego mesjanizmu.

Czytając głosy w dyskusji o Powstaniu Styczniowym, odruchowo wręcz dostrzegamy podobieństwo z debatą o Powstaniu Warszawskim. Podobieństwo uderzające nawet w tym, że surowy osąd zwykle padał ze strony uczestników powstania, a słowa obrony – z ust przedstawicieli pokolenia wychowanych na powstańczych grobach. Miejmy więc taką analogię w tyle głowy, przyjmując obchodzoną 150. rocznicę powstania jako pamięć o cezurze między mesjanizmem a realizmem.
Mesjanizm widział Polskę jako Chrystusa Narodów, męczeństwo narodu i państwa przynieść miało zbawienie Europie. Gdybyśmy nawet odrzucili owe nadprzyrodzone treści, podstawę myślenia mesjanistycznego znajdziemy w pięknej pieśni – „Warszawiance”: „Powstań Polsko… Dziś twój tryumf albo zgon”. Ten wybór był prosty: albo zwyciężyć, uzyskując wolność, albo zginąć, bo żyć w niewoli było rzeczą niegodną Polaka.
Odpowiedzią na tego typu myślenie były słowa napisane przez krakowskiego konserwatystę (uczestnika Powstania Styczniowego) Stanisława Koźmiana w książce „Rzecz o roku 1863” (Kraków 1895): „Wytworzyła się w Polsce teoria, która twierdzi, że wszystkie przedsięwzięcia bezrozumne, szalone nawet, chociaż samobójcze, potrzebne były i będą, aby odradzać ducha publicznego i że bez nich w pewnym przeciągu czasu, znikłoby nawet przywiązanie do bytu narodowego, a z nim i tenże. Jest to teoria, która stawia w innej nieco formie powyższy dylemat i która czyni polskie zadanie nierozwiązalnym. Gdyby naród polski nie mógł inaczej spełnić swojego powołania jak goniąc za swoją zgubą, to z góry rzecz byłaby przesądzona i jego przyszłością byłaby zagłada. Ale skoro nie zatracił poczucia własnej konserwacji, musi ono powstać i stwierdzić się odsunięciem dylematu bez wyjścia i uczynieniem polskiego zadania rozwiązalnym. Rozum zaś i wola od tego są, aby złym i zgubnym nawykom koniec położyć”. Mniej więcej podobny był ton wypowiedzi Romana Dmowskiego w „Myślach nowoczesnego Polaka”, gdy uważał, że tekst „Warszawianki” obraża jego zmysł moralny. Bytu Polski – zdaniem twórcy idei narodowej – ryzykować nie wolno ani jednostce, ani organizacji, ani nawet całemu pokoleniu: „Człowiek, który ryzykuje byt narodu, jest jak gracz, który siada do zielonego stołu z cudzymi pieniędzmi”.
Słowa niewątpliwie słuszne, w dodatku argumentowane wydarzeniami, których katastrofalny efekt był widoczny i gorzko odczuwalny. Można i należy tu jednak usprawiedliwiać sprawców i łagodzić ton oskarżenia. Słowa poezji były tylko słowami. Nikt, decydując się na czyn wywołujący Powstanie Styczniowe czy Powstanie Warszawskie, nie stawiał w hazard bytu całego narodu. Może grzeszył nadmiernym optymizmem w ocenie szans, może nie doszacował liczby ofiar, ale nie był szaleńcem rzucającym na stos wszystkich Polaków.
Życie ludzie ma w polityce wymierną wartość. Wojna była normalnym narzędziem, a to wymagało umiejętności podejmowania decyzji o poświęceniu życia walczących. Taki był ich zawód, być może więc racje miał Fryderyk Wielki, poganiając kijkiem swoich grenadierów wprost pod ostrzał armat, wrzeszcząc przy tym: „co wy s…syny, myślicie, że jesteście nieśmiertelni?!”. Wymierna wartość życia sprowadzała strategię i taktykę do ekonomicznego rachunku: wojnę wygrywał ten, kto zniszczył żywe zasoby wroga. Symboliczna dla Polaków szarża  w wąwozie Samosierry była wynikiem prostego rachunku: taniej jest poświecić życie 100 szwoleżerów zamiast 1000 piechurów (a tyle by zginęło, gdyby pozycje hiszpańskie przyszło zdobywać w klasyczny sposób). Dla Polaków Samosierra rodzić może inne pytanie: a po jaką cholerę tam zginął choć jeden nasz szwoleżer, w tej kolonialnej wojnie, w której Polska nie miała żądnego interesu? Ten pierwszy rachunek należy do zagadnienia z gatunku wojskowej taktyki, ten drugi dotyczy polityki…
To politycy, nie generałowie, decydują o wartości poświęconego na wojnie życia. To jest oczywista zasada dla każdego cywilizowanego państwa. Od polityków oczekujemy więc realizmu, przezorności i roztropności.
A co w sytuacji, gdy brak własnego suwerennego państwa oznacza brak możliwości wyboru polityków decydujących o losach zbiorowości? Brak suwerenności oznacza, że polską krwią może  szafować ktoś inny, przywódca obcego państwa. Dyktat Napoleona przyjęliśmy dobrowolnie; ale w tej samej napoleońskiej epoce Polacy ginęli także w szeregach wojska pruskiego, austriackiego i rosyjskiego. Zarzucając szaleństwo Piłsudskiemu, który chciał w 1914 r. rozpocząć powstanie, rzucając polską krew na szalę zwycięstwa państw centralnych – Niemiec i Austro-Wegier, pamiętajmy, że pod przymusem w szeregach zaborców w czasie I wojny światowej walczyło i ginęło za obcą im sprawę 1,5 mln Polaków. Zadać też można pytanie, czy Powstanie Styczniowe wybuchło jako reakcja na „brankę” do wojska, czy w tym wypadku decyzja ta nie ratowała narodu  przed szafowaniem polską krwią w obcej nam sprawie, w wojnach na Kaukazie czy na Bałkanach. W katastrofie, za jaką uważano Powstanie Styczniowe, zginęło 30 tys. polskich żołnierzy. W wojnie rosyjsko-tureckiej w 1878 poległo blisko 40 tys. żołnierzy rosyjskich, a ilu wśród nich było polskiej narodowości?
A więc uzasadnionym jest – w przypadku braku suwerenności państwowej, gdy brak jest możliwości  uzyskania demokratycznej legitymacji – przejęcie przez jednostki lub organizacje prawa decydowania o zbiorowości, w tym także o ofierze życia ludzi walczących o dobro tej zbiorowości. W takim wypadku odpowiedzialność tych polityków jest jedynie „przed Bogiem i historią”. Nie jest to lżejszy ciężar odpowiedzialności dla ludzi uczciwych niż odpowiedzialność polityczna, karna czy cywilna  przewidziana w konstytucjach cywilizowanych państw.  Rzecz w tym, by tę odpowiedzialność przejmowały elity, kierujące się rozsądkiem, a nie romantycy nie potrafiący (lub nie chcący) rachować sił.
Warto stale i na nowo odczytywać słowa krakowskiego konserwatysty: „Wewnętrznym powodem powstania spisku był zwiastujący chorobliwy stan społeczeństwa brak zaufania i uszanowania niższych dla wyższych, młodszych dla starszych, kierowanych dla kierujących; usprawiedliwiony tym może, że zachowanie się podczas tych wypadków wyższych, starszych i kierujących nie tylko umożliwiło powstanie spisku, ale co najważniejsze ułatwiło jego wzrost, wzmogło się i pozwoliło mu przystąpić do zgubnego przedsięwzięcia; że było abdykacją bez oporu i walki (…). Polityka jest rzeczą prostą, czasem tylko daleko sięgającą. Na tym właśnie polega głównie, aby umieć rozróżnić i dostrzec, kiedy i jak daleko ma sięgnąć. Wymaga zawsze umysłów niezamąconych, charakterów wielkich. W umysłach polskich podczas wypadków 1860-1863 r. powstał zamęt; europejscy mężowie stanu, którym przyszło wśród nich działać, powodowali się drobnymi względami, bo nie było między nimi wyższych charakterów. Skutek też był nad wszelki wyraz nikczemny, sromotny, sprzeczny zarówno z prostymi zasadami, jak z daleko sięgającymi celami rozumnej polityki. Skutek ten nie był zemstą bogów, lecz ludzi nad samymi sobą; ludzie zawinili, ludzie sprowadzili karę błędami swoimi (…). W Polsce uczucie patriotyczne więcej jest żywe niż silne, dlatego nie umiało nigdy ochronić się od gorączki lub upadku ducha, od porywów i złudzeń lub bezczynności i rozpaczy, dlatego równowagi politycznej utrzymać nie mogło. Szlachta polska tak ciężko zawiniła w przeszłości wobec państwa polskiego, że gdy to upadło, a powstała sprawa polska, trwogą przejmowała ją myśl, aby posądzona być mogła o obojętność dla niej i brak ofiarności. Było to uczucie szlachetne, ale z ujemnych płynące pobudek, tym samym do ujemnych prowadzące skutków, jak każda chęć naprawy i pokuty, przeistaczało się bowiem nieraz w niebezpieczne przesady. Z potwornej organizacji arystokratyczno-demokratycznej pozostał zwyczaj, który dawniej był koniecznością, zaskarbiania sobie głosów i jednania tłumów, przemienił się on w bezmierną żądzę popularności, co wytworzyło w jednostkach tchórzostwo polityczne i ogólny brak odwagi cywilnej; stąd zbywało na stanowczym, stałym zdaniu i przyszło do tego, że w Polsce więcej było takich, co poświęcali przekonania dla wziętości niż wziętość dla przekonania”.
Owe gorzkie słowa wykraczają poza stereotypowe postrzeganie konfliktu mesjanizm-realizm. Pokazują, że nie idea, ale zwykły populizm, żądza popularności, triumf głupoty nad mądrością prowadzą do narodowych nieszczęść. Dodajmy tu jeszcze jeden cytat z książki Koźmiana: „Wszędzie i zawsze byli ludzie, którzy patriotyzmu używali do swoich celów, własny hymn na nucie patriotycznej radzi zaśpiewać. W Polsce weszło w zwyczaj używać nieraz z umysłu, czasem bezwiednie, patriotyzmu jako podnóżka, jako środka wzięcia lub chwilowego powodzenia, często z krzywdą rzeczy publicznej i narodowej, zbyt często z bezwzględną niewstrzemięźliwością w czynach i słowach, na placu publicznym i w radzie, w mowach i w teatrze”. Populizm ma często zabarwienie patriotyczne, słowa o miłości Ojczyzny są formą  szantażu, wymuszającego na ludziach rezygnację z rozsądku. Czy te słowa brzmią aktualnie tylko w odniesieniu do Powstania Styczniowego; a może dotyczą także tych, którzy hucznie, barwnie, a bezrefleksyjnie rocznicę powstania świętują…

Udostępnij:

1 Komentarz

  • Anonim

    1. Pożyteczne przypomnienie myśli kontrowersyjnego konserwatysty Stanisława Koźmiana i nawiązanie do dzisiejszego populizmu “prawdziwych” patriotów, wypranego z historycznej, krytycznej refleksji.
    2. Jak wynika z ostatnich badań opinii TNS: 31 proc. Polaków wie, że powstanie styczniowe było w XIX wieku, ale tylko 19 proc. potrafi podać datę: 1863 r. lub 1864 r. 63 proc. na pytanie: kiedy było powstanie odpowiada, że nie wie.
    3. Nowe generacje w swej pysze, lenistwie i głupocie nie interesują się naszą historią i lekcjami z niej płynącymi; dzisiejsze “elity władzy” prześcigają się w prostactwie myśli czy raczej haseł i słownych zbitek bez większego sensu i znaczenia; zapominają, że jedną z największych wad Polaków jest ciągłe zaprzeczanie polityce państwowej i pesymizm – “…on zwykle pokrywa samolubstwo, jest wymówką dla obojętności w następstwie bezczynności, a nam należy być zawsze czynnymi kiedykolwiek, gdy nowy nas dotknie zawód, ale rozumnie czynnymi”.

  • Anonim

    1. Pożyteczne przypomnienie myśli kontrowersyjnego konserwatysty Stanisława Koźmiana i nawiązanie do dzisiejszego populizmu “prawdziwych” patriotów, wypranego z historycznej, krytycznej refleksji.
    2. Jak wynika z ostatnich badań opinii TNS: 31 proc. Polaków wie, że powstanie styczniowe było w XIX wieku, ale tylko 19 proc. potrafi podać datę: 1863 r. lub 1864 r. 63 proc. na pytanie: kiedy było powstanie odpowiada, że nie wie.
    3. Nowe generacje w swej pysze, lenistwie i głupocie nie interesują się naszą historią i lekcjami z niej płynącymi; dzisiejsze “elity władzy” prześcigają się w prostactwie myśli czy raczej haseł i słownych zbitek bez większego sensu i znaczenia; zapominają, że jedną z największych wad Polaków jest ciągłe zaprzeczanie polityce państwowej i pesymizm – “…on zwykle pokrywa samolubstwo, jest wymówką dla obojętności w następstwie bezczynności, a nam należy być zawsze czynnymi kiedykolwiek, gdy nowy nas dotknie zawód, ale rozumnie czynnymi”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

KLIKNIJ                                                                       I OGLĄDAJ                                                      Nowy ład w                                                Urzędzie Miasta                                                  bez Biura Ładu Korporacyjnego

Dołącz do nas!

Zapisz się do Newsletera

Udało się zasubskrybować! Ups! Coś poszło nie tak...
Archiwum gazety
Edit Template
Materiały audio
Materiały wideo

Kontakt

Tygodnik Regionalny 7 dni

Al. Wolności 22 lok. 12
42-200 Częstochowa

Biuro reklamy

tel. 34 374 05 02
kom. 512 044 894
e-mail: marketing7dni@gmail.com
e-mail: redakcja7dni@interia.pl

 
Redakcja

tel. 34 374 05 02
e-mail: redakcja@7dni.com.pl
e-mail: redakcja7dni@interia.pl

Wydawca 7 dni

NEWS PRESS RENATA KLUCZNA
Al. Wolności 22 lok. 12
42-200 Częstochowa
NIP: 949-163-85-14
tel. 34/374-05-02
mail: redakcja@7dni.com.pl

Media społecznościowe

© 2023 Tygodnik Regionalny 7 dni
Partnerzy: Serwis drukarek i laptopów Optima-MD
Przejdź do treści