Skontaktuj się z nami!

Reklama

To jest miejsce na Twoją reklamę

Kontakt

Tygodnik Regionalny 7 dni

Al. Wolności 22 lok. 12
42-217 Częstochowa

Redakcja

tel. 34 374 05 02
redakcja@7dni.com.pl
redakcja7dni@interia.pl

Biuro reklamy

tel. 34 374 05 02
kom. 512 044 894
marketing7dni@gmail.com
redakcja7dni@interia.pl

Edit Template

Kultura nie ma szans

Dziewięć i pół miliona krzyżyków, 180 km nici i 70 tys. godzin haftowania potrzeba by stworzyć kopię obrazu o powierzchni niemal 45 m. kw. Chociaż pracowali przy nim mieszkańcy Częstochowy i regionu, miejskim urzędnikom wcale nie zależy, by dzieło to przysporzyło sławy naszemu miastu.

Przed haftowaną repliką obrazu Jana Matejki „Jan Sobieski pod Wiedniem” powstała już wyszywana krzyżykami kopia „Bitwy pod Grunwaldem”, którą obejrzało dotąd ponad 800 tysięcy osób. Fundacja wspierania kultury, sztuki i tradycji rękodzieła artystycznego im  św. Królowej Jadwigi udowodniła tym sposobem, że zna się na haftowaniu jak nikt inny. Teraz, po trzech latach ciężkiej pracy wielu osób mamy imponującą replikę „Jana Sobieskiego pod Wiedniem”. Adam Panek, prezes Fundacji jest zdruzgotany obojętnością władz Częstochowy wobec takiej okazji na promocję miasta. Można by nawet u nas zorganizować uroczyste wpisanie obrazu do księgi Guinnessa!

Trzeba się było napracować

– Wybraliśmy właśnie ten obraz, bo współcześnie oryginał był w Polsce tylko przez pięć dni – tłumaczy prezes Panek. – Raczej nieprędko do nas znów zawita, a żeby go zobaczyć w Watykanie, trzeba odbyć kosztowną podróż. Wiem, bo w taką podróż musieliśmy wysłać fotografa.
Żeby bowiem powstała haftowana replika obrazu, trzeba mieć najpierw odpowiednie jego zdjęcie. „Sobieski” jest obrazem bardzo dużym – ma niemal pięć na dziewięć metrów. By wiernie odtworzyć każdy centymetr kwadratowy obrazu potrzeba zdjęcia w gigantycznej rozdzielczości. Muzeum watykańskie takimi zdjęciami nie dysponuje. Dodatkowym warunkiem jest ustawienie aparatu dokładnie naprzeciw środka płótna, by nie było zniekształceń. Trzeba więc było posłać do Watykanu fotografa wyposażonego w odpowiedni aparat i długi rozsuwany statyw. Zrobione dla fundacji zdjęcie ma prawie dwieście megapikseli! To o rząd wielkości więcej niż mają typowe nowoczesne aparaty fotograficzne. Z ogromnym trudem udało się umówić wizytę w Watykanie w taki sposób, by po ostatniej wycieczce fotograf miał kilkanaście minut sam na sam z dziełem Matejki. Wszystkie trudności jednak udało się przezwyciężyć i w końcu pan Adam wspomagany przez syna zasiadł do trzymiesięcznego mozolnego przetwarzania, piksel po pikselu, obrazu na schemat haftu.
Trzeba było wyhaftować dziewięć i pół miliona krzyżyków, na co zużyto prawie 180 kilometrów nici. Samo znalezienie odpowiednich nici też było trudne, bo żadna z polskich firm nie produkuje aż tylu kolorów, ile było potrzebnych do wiernego odwzorowania farb mistrza Matejki. Rodzime firmy produkują około trzystu barw. Do wyhaftowania „Jana Sobieskiego pod Wiedniem” potrzeba było niemal pół tysiąca kolorów. Twórcy osobiście sprawdzali, czy kolory są trwałe, czy nie wyblakną od światłą słonecznego. Cały obraz został podzielony na 50 fragmentów i rzesza hafciarzy zabrała się do wyszywania.

Zabawa w kotka i myszkę
– Gdy pierwszy raz, jeszcze kilka lat temu, byłem u prezydenta Krzysztofa Matyjaszczyka prosić o wsparcie naszej inicjatywy, okazywał życzliwe zainteresowanie i obiecywał daleko idącą pomoc – relacjonuje Adam Panek. – Prezydent sam też radził nam założyć fundację, bo wtedy, jego zdaniem, łatwiej występować o pomoc do instytucji. Mówił, że to ciekawy temat, szczytny cel, żeby złożyć wniosek.
Pan Adam opowiada, że jednak wniosek złożony już przez fundację nie przeszedł. Wspomina, że gdy w nieoficjalnej rozmowie pytał prezydenta o powód, usłyszał w odpowiedzi, że kwota o którą wnioskowała fundacja była za wysoka.
– Przecież, jeśli wniosek był formalnie poprawny, to Urząd Miasta mógł negocjować kwotę, czy zaproponować jakiś limit – utyskuje prezes Panek, który był uparty i cierpliwie szukał pomocy u zastępców prezydenta miasta. Spotkał się więc na zebraniu organizacji pozarządowych z Przemysławem Koperskim, zajmującym się wtedy promocją miasta.
– Prezydentowi Koperskiemu, ponownie opowiedziałem cała historię haftowanego obrazu, poskarżyłem się na obojętność Urzędu Miasta i znowu przedstawiłem swój pomysł zrobienia z naszego dzieła atrakcji turystycznej – wspomina pan Adam. –  Wysłuchał cierpliwie moich żali i obiecał wstawić się za nami u prezydenta Jarosława Marszałka, zajmującego się kulturą.
Prezes fundacji musiał więc po raz trzeci wyłuszczyć swój pomysł kolejnemu prezydentowi. Niestety, niewiele wskórał. Panek wzdycha ciężko, opowiadając jak prezydent Marszałek wytłumaczył mu wreszcie niechęć włodarzy do inicjatywy z „Sobieskim” w tle.
– Brutalnie szczere słowa zastępcy prezydenta „nasi pracownicy urzędu też zakładają stowarzyszenia i fundacje, a jak Pan wie, koszula bliższa ciału” wstrząsnęły mną do tego stopnia, że po prostu wstałem i wyszedłem bez pożegnania – Adam Panek był zdruzgotany takim postawieniem sprawy, ale jeszcze bardziej zszokowała go wypowiedź dyrektora Urzędu Miasta na kolejnym zebraniu organizacji pozarządowych.
– Dyrektor wychwalał tam pracowników UM, mówił, że dumny jest z nich, bo zostają po godzinach, pracują na rzecz fundacji i stowarzyszeń, fachowo pozyskują fundusze i mają świetne wyniki… – Adam Panek nie kryje oburzenia. – To ja wstałem i mówię publicznie, że teraz już nareszcie rozumiem słowa prezydenta Marszałka o koszuli bliższej ciału…
Mimo kłód rzucanych pod nogi pan Adam się nie poddał. W tym roku, zamiast występować w roli prezesa fundacji z wnioskiem o pomoc, zdecydował się zgłosić do komisji oceniającej takie wnioski, jako przedstawiciel organizacji pozarządowej. Miał nadzieję, że pozna system oceny merytorycznej projektów, sposób punktowania i inne techniczne szczegóły weryfikacji wniosków. Tak chciał się lepiej nauczyć jak je pisać. Kolejny raz rzeczywistość przerosła jego oczekiwania.
– Poziom tych wniosków pisanych przez miejskich urzędników, w moim subiektywnym odczuciu, jest żenujący i nie mogę się oprzeć wrażeniu, że po prostu z góry wiadomo, który wniosek ma zostać przepchnięty – kwituje smutno pan Adam i dodaje, że na realizację pomysłu fundacji wcale przecież nie trzeba dużych pieniędzy. – Żeby pokazać „Sobieskiego” w Częstochowie, chcieliśmy jedynie wskazania odpowiedniego miejsca, nagłośnienia tego pokazu, przetransportowania obrazu z Łodzi, z Muzeum Włókiennictwa, gdzie teraz się znajduje i wyrażenia zgody na zbiórkę publiczną – wylicza prezes.

Nadzieja umiera ostatnia
W poniedziałek, szesnastego czerwca fundacja skontaktowała się z Urzędem Miasta, żeby zapytać, czy ostatecznie zgodzi się pomóc w wystawieniu płótna w Częstochowie. Termin zarezerwowany dla Częstochowy ciągle był wolny, a członkowie fundacji ciągle wierzyli, że w końcu miastu zacznie zależeć na zorganizowaniu pokazu. Obiecano skontaktować pana Adama z naczelnikiem wydziału promocji i kultury. Sekretarka zaprosiła przedstawicieli fundacji na spotkanie w jego imieniu. W miniony poniedziałek, punktualnie w południe pan Adam wraz z Janiną Panek, jego matką, członkinią fundacji, zapaloną hafciarką i współorganizatorką całego przedsięwzięcia stawili się na umówione spotkanie.
– Szlag mnie trafił, jak okazało się, że naczelnik nas zlekceważył i okazało się, że jest nieobecny, a pani, która go zastępowała zapytała: „w czym może pomóc” – relacjonuje zirytowany Adam Panek. – Była niekompetentna, nieprzygotowana, zupełnie nie wiedziała o co chodzi… – dodaje zniesmaczony
– Dostałam kolejny policzek i czuję się obrażona takim potraktowaniem – mówi pani Janina, która pamięta poprzednie obiecanki prezydentów, ale wierzyła, że w końcu coś się przełamało w częstochowskim magistracie. Ta wizyta utwierdziła ją jednak w przekonaniu, że wszystko jest jak dawniej.

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Dołącz do nas!

Zapisz się do Newsletera

Udało się zasubskrybować! Ups! Coś poszło nie tak...
Archiwum gazety
Edit Template
Materiały audio
Materiały wideo

Kontakt

Tygodnik Regionalny 7 dni

Al. Wolności 22 lok. 12
42-200 Częstochowa

Biuro reklamy

tel. 34 374 05 02
kom. 512 044 894
e-mail: marketing7dni@gmail.com
e-mail: redakcja7dni@interia.pl

 
Redakcja

tel. 34 374 05 02
e-mail: redakcja@7dni.com.pl
e-mail: redakcja7dni@interia.pl

Wydawca 7 dni

NEWS PRESS RENATA KLUCZNA
Al. Wolności 22 lok. 12
42-200 Częstochowa
NIP: 949-163-85-14
tel. 34/374-05-02
mail: redakcja@7dni.com.pl

Media społecznościowe

© 2023 Tygodnik Regionalny 7 dni
Skip to content